W brazylijskim Belem rozpoczął się szczyt klimatyczny COP30. W tym mieście, położonym w dżungli nad Amazonką po raz kolejny kraje będą szukać porozumienia i wspólnych sposobów na ograniczenie rozmiarów strat wynikających z kryzysu klimatycznego.
Ale, jak to często bywa, o zgodność i konsekwencję jest trudno. Sama Brazylia z jednej strony przedstawia się jako zielone serce planety i postuluje ustanowienie międzynarodowego funduszu na rzecz ochrony lasów tropikalnych. Tymczasem rząd tego kraju zezwolił na wydobycie złóż ropy naftowej u ujścia Amazonki, co było jednym z powodów gwałtownego protestu lokalnych mieszkańców, zorganizowanego w trakcie szczytu pod hasłem: “Nasza ziemia nie jest na sprzedaż”.
Na szczycie nie ma przywódcy USA Donalda Trumpa, który niedawno podczas obrad ONZ wyraził wprost opinię, że zagrożenie zmianą klimatu jest wymyślone. W tym samym czasie, kiedy Trump powątpiewał w globalne ocieplenie, prezydent Chin Xi Jinping zapowiedział, że do 2035 r. Chiny zmniejszą emisję gazów cieplarnianych w całej gospodarce o 7–10%. To pierwszy raz w historii, kiedy Chiny zapowiedziały konkretny cel redukcji. Analizy międzynarodowych ośrodków już wskazują, że przez ostatnie półtora roku emisje CO2 w Chinach nie rosną lub nawet nieznacznie maleją.
Ale jednocześnie trwają chińskie zabiegi o to, aby przy imporcie towarów do UE Europa nie stosowała “podatku węglowego”.
A co z Unią Europejską? Trwają negocjacje nad wdrożeniem systemu ETS2, który ma objąć indywidualny transport i ogrzewanie budynków. Polska zabiega o to, aby cele systemu odłożyć w czasie, ponieważ termomodernizacja prywatnych domów w Polsce wciąż idzie wolno i wielu gospodarstwom groziłyby radykalne wzrosty wydatków na ogrzewanie. I wygląda na to, że Unia się do tych postulatów przychyli.
Czy możliwe jest połączenie sił i faktyczne skuteczne i szybkie działanie na rzecz ochrony klimatu?
Gdyby szczyt klimatyczny odbywał się w Argentynie, pasowałoby przywołać powiedzenie, że “do tanga trzeba dwojga”. I oczywiście w Brazylii ono również obowiązuje, ale warto pamiętać, że organizatorzy COP30 szacują, że do Belem przyjedzie łącznie 40 do 50 tys. osób, w tym szefowie państw i rządów z prawie 200 krajów. Doświadczenie dotychczasowych porozumień klimatycznych pokazuje, że uzgodnienie stanowisk i faktyczna realizacja zobowiązań są skrajnie trudne. Jednocześnie tegoroczny szczyt klimatyczny przypada w 10. rocznicę historycznego COP, na którym podpisane zostały porozumienia paryskie, w których większość państw zobowiązała się do starań na rzecz powstrzymania wzrostu globalnej temperatury. Kroki w tym tańcu nie są ściśle określone. Wszyscy zabiegają o uwagę, tworzą się pary, opozycje i współpracujące grupy.
Wypada mieć nadzieję, że znajdziemy wspólny rytm i zadziałamy razem, bo tylko to da nam szansę na piękny (w miarę bezpieczny) finał tego kryzysu.
Najnowsze komentarze