Turniej w Rzymie już zdążył opaść w pamięci. A tymczasem w Paryżu udało się dopisać kolejną magiczną kartę do mojej tanecznej historii.
Znów na 1. miejscu
Znów udało się stanąć na pierwszym miejscu. Chociaż tylko ten jeden raz, to jednak wynagradza to każdy litr potu przelany na sali treningowej.
Dodatkowo po raz pierwszy zatańczyłam tango argentyńskie – nowa kategoria rodem z Buenos Aires. To dopiero były emocje! Gdy myślę o tym, po raz kolejny uświadamiam sobie, że czasem odwaga liczy się bardziej niż perfekcja: wyjść na parkiet w nowej kategorii, zaufać partnerowi, muzyce i swoim – wciąż uczącym się – nogom.
W kalendarzu już wpisane kolejne treningi, poranki zaczynające się od rozciągania, wieczory kończące się na parkiecie, a po drodze… obolałe mięśnie, pot, zakwasy, momenty zwątpienia i ta szalona radość, kiedy czuję, że jednak potrafię więcej, niż myślałam wczoraj.
Każdy kolejny turniej to dla mnie małe zwycięstwo nad własnymi słabościami – dowód, że marzenia w obcasach naprawdę potrafią biec szybciej niż strach.
Serdecznie dziękuję. Michał Kassin jest niezastąpiony.
Najnowsze komentarze