ProAm to taki magiczny układ, w którym Profesjonalista udaje, że nie widzi, jak amator właśnie pomylił kroki, a amator udaje, że tańczy tak samo dobrze jak zawodowiec i – jakoś tak dziwnie – wychodzi z tego całkiem poważna przygoda na parkiecie. 🕺💃
Drugi turniej ProAm za mną. Tym razem Pro-Am Master Dance Cup z udziałem par zagranicznych w Szczyrku. Był skok adrenaliny, było trochę amoku, trochę śmiechu, kilka pomyłek a ten moment, kiedy świat kończy się na parkiecie, muzyce, Partnerze i Kibicach – bezcenny💎.
Podziękowanie dla Trenera Michała Kassina – za cierpliwość do amatorskich nóg, zawodowe prowadzenie i za to, że na parkiecie pozwala czuć się o klasę pewniej, niż wynika to z doświadczenia.
Na tym turnieju udało się wytańczyć miejsca, o których jeszcze chwilę temu można było tylko marzyć – każde z nich to nagroda za godziny spędzone na sali i kolejne „jeszcze raz” zamiast „na dziś wystarczy”. Dyplom już w ramce, ale najważniejsze zostaje w mięśniach i głowie: świadomość, że z każdym startem mniej tu przypadku, a więcej tańca z serca 😍.
ProAm – moje nowe „a po godzinach…”
Kiedy kończy się dzień zawodowy, zaczyna się drugi etat – na parkiecie, we frędzlach, w rytmie cha-chy i rumby. Ten nowy świat znieczula strach upływajacego niemiłosiernie szybko czasu. I, szczerze mówiąc, trudno dziś zdecydować, który świat uzależnia bardziej – ten w garniturze, czy ten w tanecznych butach na obcasie.
Dziękuję że mogę tego doświadczać!
Najnowsze komentarze