​Przez lata moje życie przypominało film, w którym ktoś nagle wyłączył dźwięk i kolory. Długi czas walki z nowotworem sprawił, że przestałam rozpoznawać samą siebie. Patrzyłam w przyszłość i widziałam tylko znaki zapytania, a moje dawne marzenia o tańcu wydawały się echem z bardzo odległego, niemal nierealnego świata. Myślałam, że w wieku 48 lat jedyne, co mi pozostało, to pogodzić się z tym, co utracone.

Stało się coś magicznego

​Wyszłam na parkiet. W blasku świateł, przy dźwiękach muzyki, poczułam, że moje ciało znów należy do mnie. Że nie jest już tylko polem bitwy, ale narzędziem do wyrażania piękna. Kiedy płynęłam przez ten parkiet, nikt nie widział moich blizn ani lęku, który nosiłam w sobie tak długo. Widzieli kobietę, która kocha życie. To, że zdobyłam drugie miejsce, jest dla mnie nagrodą od losu – dowodem na to, że warto było przetrwać każdą najcięższą noc.

To wszystko stało się możliwe dzięki Michałowi Kassinowi, który jest trenerem wyjątkowym, choć pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielką rolę odegrał w mojej drodze. Nie wiedział o mojej przeszłości, o chorobie, o tym, jak wielkim wysiłkiem był dla mnie czasem zwykły krok. I właśnie to było dla mnie najcenniejsze. Michał traktował mnie po prostu jak tancerkę, uczennicę – z pasją, wymaganiami i tą niezwykłą energią, która pozwoliła mi zapomnieć o wszystkim, co bolało. Jego wiara we mnie sprawiła, że ja też znów w siebie uwierzyłam.

Dzień triumfu

​Dzisiejszy dzień to mój prywatny triumf nad losem. Dowód na to, że dopóki bije serce, nic nie jest stracone. Zawsze kochałam taniec bezgranicznie… a dzisiaj, po tylu latach czekania, taniec w końcu tę miłość odwzajemnił i przytulił mnie najmocniej jak potrafił.

Ciesze się tą szansą na nowe życie. ✨